W pustyni i w puszczy, zakończenie, str. 6

326 Staś zdawał ze wszystkiego sprawę szczegółowiej i dokładniej.
Stało się przy tym, że przy opowiadaniu o podróży z Faszody do
wodospadu spadł mu z serca wielki ciężar, albowiem gdy mówiąc o
tym, jak zastrzelił Gebhra i jego towarzyszów, zaciął się i jął
niespokojnie spoglądać na ojca, pan Tarkowski zmarszczył brwi,
pomyślał chwilę. a potem rzekł poważnie:
– Słuchaj, Stasiu! Śmiercią nie wolno nikomu szafować, ale jeśli
ktoś zagrozi twej ojczyźnie, życiu twej matki, siostry lub życiu
kobiety, którą ci oddano w opiekę, to pal mu w łeb, ani pytaj, i nie
czyń sobie z tego żadnych wyrzutów. Pan Rawlison zaraz po powrocie do Port-Saidu zabrał Nel do Anglii, gdzie osiadł na stałe. Stasia oddał ojciec do szkoły w Aleksandrii, gdyż tam mniej wiedziano o jego czynach i przygodach. Dzieci pisywały do siebie prawie codziennie, ale złożyło się tak, że nie widziały się lat dziesięć. Chłopiec po ukończeniu szkół w Egipcie wstąpił na politechnikę w Zurychu, po czym uzyskawszy dyplom pracował przy robotach tunelowych w Szwajcarii.
I dopiero po latach dziesięciu, gdy pan Tarkowski podał się do dymisji, odwiedzili obaj przyjaciół w Anglii. Pan Rawlison zaprosił ich do swego domu położonego w pobliżu Hampton-Court na całe lato. Nel skończyła lat osiemnaście i wyrosła na cudną jak kwiat dziewczynę, a Staś przekonał się kosztem własnego spokoju, że mężczyzna, który skończył lat dwadzieścia cztery, może jednak myśleć jeszcze o damach. Myślał nawet o ślicznej Nelly tak nieustannie, że w końcu postanowił uciekać, gdzie go oczy poniosą.
Ale wówczas pan Rawlison położył mu pewnego dnia obie dłonie
na ramionach i patrząc mu wprost w oczy rzekł z anielską dobrocią:
– Stasiu, powiedz sam, czy jest na świecie człowiek, któremu
mógłbym oddać ten mój skarb i to moje kochanie z większą
ufnością?.

2008-10-27 10:45:39